Hahaha, that was a trick question, all I have are good sides (WoW, Blood Elf male flirt)
Skromności nigdy za wiele i nikt jeszcze od niej nie umarł. Tak więc, w ramach DC w WoW'ie, postanowiłam odkurzyć własnego lj. Za każdym razem obiecuję sobie, że będę pisać choćby raz na tydzień. I wcale nie sesją zamierzam się tłumaczyć, tylko ludzkim nieróbstwem. Bo po co wam wiedzieć, gdzie mnie boli, gdzie strzyka, co irytuje, a co sprawia, że pękam z dumy i radości. Wbrew pozorom nie stałam się aspołeczna. Wręcz przeciwnie. Swoją grupę ludzi na studiach kocham (zresztą, jak całe studia), najbliższe mi osoby mają ze mną kontakt, więc czego trzeba więcej. Można oczywiście dokładać sobie przyjemności. Choćby czytając wpisy
_meikyuu_ :> (Aniu, pisz dalej i w żadnym wypadku nie wracaj z Japonii :P), albo czytać książeczkę (o tym za chwilę), tudzież grać w WoW'a (dalej uważam, że mmorpg są do głębokiej dupy).
W każdym razie, zaczynając od początku, jestem w trakcie sesji. Jest źle, ale bywało gorzej. Dzisiejszy egzamin był prawdziwym horrorem. Czysto techniczne pytania odnośnie informatyki: podczerwień, transfery, światłowody, systemy binarne, e-lerning, u-lerning i co tam Szatan jeszcze stworzył. Generalnie przedmiot o dźwięcznej nazwie Technologie Informacyjne, na razie jako jedyny przyprawił mnie o wzrost ciśnienia. Z chwilą, gdy usłyszałam, że kwalifikuję się do grupy, która zdała, nie obchodziła mnie ani ocena, ani kamień, który leciał z serca wprost na wątrobę. Dostateczny plus: wpisany w indeks, na kartę egzaminacyjną, indeks ponownie u starosty, done. Ech, chętnie napisałabym raz jeszcze zaliczenie z filozofii. Tam nie ma nic do liczenia, nic do wykucia na blache. Wszystko jest logiczne, wytłumaczalne na chłopski rozum i co najważniejsze, interesujące. Alleluja! W każdym razie moim małym sukcesem podczas obecnych wojen o przetrwanie, okazała się być andragogika. Czasami telefon od kolegi potrafi uszczęśliwić człowieka do granic możliwości. Bo otóż, zostałam zwolniona z jednego egzaminu. Zamiast kończyć sesje 4 lutego, ostatni egzamin mam dwa dni wcześniej. Przy dobrych prądach i przyjaznej atmosferze, już za tydzień będę miała spokój na kilka miesięcy. Generalnie jestem dobrej myśli :)
A tak poza tym, to zaraz po dzisiejszym egzaminie pojechałam do empiku. W lewej rączce 3 tom "Pana Lodowego Ogrodu" Grzędowicza, w prawej "Ja, Inkwizytor. Wieża do nieba" Piekary. Uśmiech od ucha do ucha i pędem do kasy. Jeszcze w życiu nie wiedziałam się tak zadowolonej podczas wydawania pieniędzy. Chociaż może to magia chwili oraz kwestia posiadania karty, dzięki której zakupy nie bolą aż tak bardzo. Tak więc w podskokach odeszłam od kasy, bardzo powstrzymując się, żeby nie wycałować periodyków. Wsadziłam książki do torby i potruptałam na przystanek. Drogę do domu wolałabym wyrzucić z pamięci, gdyż mimo żaru bożej wiary oraz cudownego Vuko w mojej torbie, było mi WYKURWIŚCIE zimno >_< Na następny egzamin, choćby mnie bili, pójdę w glanach. Sram na kozaczki, bo to cholerstwo ma za cieńką podeszwę. Stopy mi strasznie zamarzły, a odtajały dopiero po 1,5 godziny przebywania w domu, pod kocem. I takie mrozy mają utrzymywał się do połowy lutego. Za jakie grzechy?
Oczywiście mogłabym teraz rozpisać się o tym, że jeśli nie uczę się, nie piszę wampirzej sesji z Keito, nie gram w WoW'a, nie śpię, to co najwyżej jem, ale czasami życie potrafi kopnąć w tyłek i to całkiem mocno. Taka, jak mogłeś? Teraz serduszko pęka mi z rozpaczy. Rozpady zespołów są okropne, tym bardziej jeśli dotyczą moich ulubionych. Co prawda najnowszą płytę the Underneath ochrzciłam mianem "dobrej", ale świadomość tego, że być może panowie z bando zauważyli, że już najmłodsi nie są, nie stanowi o końcu ich kariery, prawda? Bo... bo... bo Taka miały tak nagle zniknąć? Tak nie śpiewać? Nie samczyć? No jak tak można? Oj, smutny Nazgul, a Taka bardzo fe. I robiąc mu na złość mogę napisać, że bardzo ubawiłam się oglądając Hazukiego bez koszulki, przekomarzającego się z Junjim, podciągającego nosek, generalnie będącego uroczym przez cały dokument z trasy koncertowej rinchi. Taka niegrzeczny, Hazuki raburabu.
No i co? Na tym chyba koniec, prawda? Serwer Wow'a już wrócił. Demotywatory zaliczone, Pudelek też, blogi tak samo. W takim razie do napisania. Bynajmniej nie rychłego, bo przecież sesja, a po niej książki i jak los da, to i ferie. Na naukę polecam Gorący Kubek Borowikową. Jestem od niej uzależniona i zastanawiam się czy nie powinnam zapisać się do Anonimowych Fanatyków Grzybopijstwa. W takim razie pójdę wstawić wodę. W zapasie mam jeszcze trzy paczki.... hmm... dzisiaj, jutro, czwartek. W piątek zakupy na całe szczęście XD Na razie!
Skromności nigdy za wiele i nikt jeszcze od niej nie umarł. Tak więc, w ramach DC w WoW'ie, postanowiłam odkurzyć własnego lj. Za każdym razem obiecuję sobie, że będę pisać choćby raz na tydzień. I wcale nie sesją zamierzam się tłumaczyć, tylko ludzkim nieróbstwem. Bo po co wam wiedzieć, gdzie mnie boli, gdzie strzyka, co irytuje, a co sprawia, że pękam z dumy i radości. Wbrew pozorom nie stałam się aspołeczna. Wręcz przeciwnie. Swoją grupę ludzi na studiach kocham (zresztą, jak całe studia), najbliższe mi osoby mają ze mną kontakt, więc czego trzeba więcej. Można oczywiście dokładać sobie przyjemności. Choćby czytając wpisy
W każdym razie, zaczynając od początku, jestem w trakcie sesji. Jest źle, ale bywało gorzej. Dzisiejszy egzamin był prawdziwym horrorem. Czysto techniczne pytania odnośnie informatyki: podczerwień, transfery, światłowody, systemy binarne, e-lerning, u-lerning i co tam Szatan jeszcze stworzył. Generalnie przedmiot o dźwięcznej nazwie Technologie Informacyjne, na razie jako jedyny przyprawił mnie o wzrost ciśnienia. Z chwilą, gdy usłyszałam, że kwalifikuję się do grupy, która zdała, nie obchodziła mnie ani ocena, ani kamień, który leciał z serca wprost na wątrobę. Dostateczny plus: wpisany w indeks, na kartę egzaminacyjną, indeks ponownie u starosty, done. Ech, chętnie napisałabym raz jeszcze zaliczenie z filozofii. Tam nie ma nic do liczenia, nic do wykucia na blache. Wszystko jest logiczne, wytłumaczalne na chłopski rozum i co najważniejsze, interesujące. Alleluja! W każdym razie moim małym sukcesem podczas obecnych wojen o przetrwanie, okazała się być andragogika. Czasami telefon od kolegi potrafi uszczęśliwić człowieka do granic możliwości. Bo otóż, zostałam zwolniona z jednego egzaminu. Zamiast kończyć sesje 4 lutego, ostatni egzamin mam dwa dni wcześniej. Przy dobrych prądach i przyjaznej atmosferze, już za tydzień będę miała spokój na kilka miesięcy. Generalnie jestem dobrej myśli :)
A tak poza tym, to zaraz po dzisiejszym egzaminie pojechałam do empiku. W lewej rączce 3 tom "Pana Lodowego Ogrodu" Grzędowicza, w prawej "Ja, Inkwizytor. Wieża do nieba" Piekary. Uśmiech od ucha do ucha i pędem do kasy. Jeszcze w życiu nie wiedziałam się tak zadowolonej podczas wydawania pieniędzy. Chociaż może to magia chwili oraz kwestia posiadania karty, dzięki której zakupy nie bolą aż tak bardzo. Tak więc w podskokach odeszłam od kasy, bardzo powstrzymując się, żeby nie wycałować periodyków. Wsadziłam książki do torby i potruptałam na przystanek. Drogę do domu wolałabym wyrzucić z pamięci, gdyż mimo żaru bożej wiary oraz cudownego Vuko w mojej torbie, było mi WYKURWIŚCIE zimno >_< Na następny egzamin, choćby mnie bili, pójdę w glanach. Sram na kozaczki, bo to cholerstwo ma za cieńką podeszwę. Stopy mi strasznie zamarzły, a odtajały dopiero po 1,5 godziny przebywania w domu, pod kocem. I takie mrozy mają utrzymywał się do połowy lutego. Za jakie grzechy?
Oczywiście mogłabym teraz rozpisać się o tym, że jeśli nie uczę się, nie piszę wampirzej sesji z Keito, nie gram w WoW'a, nie śpię, to co najwyżej jem, ale czasami życie potrafi kopnąć w tyłek i to całkiem mocno. Taka, jak mogłeś? Teraz serduszko pęka mi z rozpaczy. Rozpady zespołów są okropne, tym bardziej jeśli dotyczą moich ulubionych. Co prawda najnowszą płytę the Underneath ochrzciłam mianem "dobrej", ale świadomość tego, że być może panowie z bando zauważyli, że już najmłodsi nie są, nie stanowi o końcu ich kariery, prawda? Bo... bo... bo Taka miały tak nagle zniknąć? Tak nie śpiewać? Nie samczyć? No jak tak można? Oj, smutny Nazgul, a Taka bardzo fe. I robiąc mu na złość mogę napisać, że bardzo ubawiłam się oglądając Hazukiego bez koszulki, przekomarzającego się z Junjim, podciągającego nosek, generalnie będącego uroczym przez cały dokument z trasy koncertowej rinchi. Taka niegrzeczny, Hazuki raburabu.
No i co? Na tym chyba koniec, prawda? Serwer Wow'a już wrócił. Demotywatory zaliczone, Pudelek też, blogi tak samo. W takim razie do napisania. Bynajmniej nie rychłego, bo przecież sesja, a po niej książki i jak los da, to i ferie. Na naukę polecam Gorący Kubek Borowikową. Jestem od niej uzależniona i zastanawiam się czy nie powinnam zapisać się do Anonimowych Fanatyków Grzybopijstwa. W takim razie pójdę wstawić wodę. W zapasie mam jeszcze trzy paczki.... hmm... dzisiaj, jutro, czwartek. W piątek zakupy na całe szczęście XD Na razie!
5 comments | Leave a comment



